Póki co to może tylko zrobić siusiu i kupkę i do domu. Po schodkach do bloku wnosimy go i znosimy. Przykro na niego patrzeć bo leży i ma smutną minkę
Trochę mam wyrzuty sumienia bo tego nie przewidziałam, ale wcześniej nawet się nie zbliżał do krawędzi. A tu nagle szajba i widziałam jak się tylko odbija a później był jeden wielki płacz.
Druga sprawa, że od dziś mieliśmy iść do przedszkola. Obawiam się, że leczenie zajmie co najmniej miesiąc. Z kolei od września chcieliśmy pójść na tresurę a tu wszystko się pogmatwało.
Teraz jednak najważniejsze jest, żeby szybko wyzdrowiał. Czy ktoś z was miał taki wypadek ??? Jak długo trwało leczenie i powrót do zdrowia.





