Złośnica, zgadzam się w pełni! Bardzo mnie to denerwuje. Staram się unikać antybiotyków u psa. Ja byłam nimi faszerowana non stop, gdy byłam dzieckiem, konsekwencje takie, że byle wiaterek i jestem chora. Brak odporności. Bulle i tak są wystarczająco wrażliwe, więc nie chcę dodatkowo obniżać jej odporności, a raczej ją wzmacniać.
Jakiś czas temu byłam u weta z jakąś duperelą. Chyba miała jakiś problem z tymi łapkami (zdarzają jej się czasem ranki, już to poruszałam tutaj), ja się odwróciłam, a tu pach! Wet wbił igłę w tyłek Szajby. Ja się pytam, co to jest? A on, że antybiotyk i że mamy jeszcze przez 3 kolejne dni przychodzić na zastrzyki czy coś. Wkurzyłam się i wręcz wrzasnęłam na niego, że powinien zapytać mnie o zdanie najpierw. Że nie zgadzam się na żaden antybiotyk i nie będę tu już przychodzić. Facet krzyknął mi 60zł za wizytę. Powiedziałam, że składam reklamację, płacę za wizytę 20 zł i wychodzę i na żaden antybiotyk nie wyrażałam zgody, że jeśli on sam podjął decyzje o antybiotyku to niech za niego płaci z własnej kieszeni. Afera była, ale wyszło na moje
