Klara, uważam że jest to sprawa głównie środowiskowo, czyli mama i tata i tamten dom. Serek uważa to środowisko za stresujące i dlatego włącza mechanizm obronny, bardzo atawistyczny w stosunku do mechanizmów prosocjalnych. I stąd te ataki.
Środowisko psa musi być dla niego kontrolowalne, Serek tak nie uważa. Kiedy pies wpada ze środowiska, które kontrolował i w którym żyło mu się dobrze (patrz ostatnie 10 dni w nowym domu) do środowiska, w którym się stresuje i żyje mu się gorzej, w jego mózgu włączają się właśnie takie obwody: autoochrony, protekcji.
A one zawsze związane są z agresją. To naturalny mechanizm obronny jednostki, gwarantujący jej przeżycie. On nie jest psychicznie chory, on nie akceptuje tego środowiska.
Odbudowa zaufania to zadanie na długie tygodnie i realizuje się ją w sposób, o którym ci pisałem. To wymaga cierpliwości i konsekwencji w pracy nad psem. Ale rodzice musieliby w to uwierzyć i się zmienić (a zwłaszcza zmienić swoje nastawienie). To chyba nie jest możliwe
Moim zdaniem, choć pisałaś że to niemożliwe, Serek powinien zmienić środowisko. Czyli mamy pass
Wszelkie inne działania to działania zastepcze. Proponuję:
1) zawsze wołać Serka do siebie przed zapięciem smyczy (to robiłaś), ale trzeba to robić zawsze
2) niech ma zapiętą małą krótką smycz, która nie będzie mu się pałetać pod nogami i przez którą będzie można przeciągnąć końcówkę smyczy automatycznej, podczas gdy pies będzie dostawał smakołyki od rodziców (niech jego mózg będzie zajęty jedzeniem)
3) wywołać go na zew. (poza drzwi) i zapiąć mu smycz poza drzwiami (kiedy będzie jadł smakołyki)
Czyli torba ze smakołykami zapinana na pasie jako obowiązkowy dodatek do spacerów. To są możliwe rozwiązania, które należy wypróbować.
Ale są to środki tymczasowe.
Zmiana środowiska to rzecz najważniejsza lub powolna praca nad odbudową zaufania, dokładnie wg kroków, które ci podałem mejlem.
Wg mnie innej drogi nie ma.