A teraz nie zapeszajmy ale... dzisiejszy ranek mogę śmiało mogę zaliczyć do trzeciego dnia poprawy. Poniedziałek był całkiem przyzwoity, choć zaczął się niemiłym warczeniem, ale potem już nastrój bullkowy był coraz lepszy. Wczorajszy dzień mogę nazwać bardzo udanym. Ze względu, na to iż odchodzę z pracy, niestety w ostatnim tygodniu mam masę rzeczy do podokańczania więc musiałam zostać do 20tej w pracy. Wyskoczyłam więc o 15tej do domu wyprowadzić Serka bo nie chciał wyjść z moją mamą. W końcu mam tylko 10 minut samochodem. Akurat gdy wchodziłam do domu z pracy wrócił mój ojciec. Powiedział, że mimo iż przyjechałam to chociaż spróbuje wyprowadzić Serka, a jak się nie uda to ja go wezmę. I o dziwo Serek wyszedł z tatą bez żadnych oporów. Aha muszę dodać, że Serek zaczyna bez oporów przyjmować nagrodę : ciasteczko za grzeczne zachowanie przy zapinaniu smyczy, już nie pluje tym na wszystkie strony i nie warczy. A teraz najlepsze!!! Wracam wieczorem z pracy. Patrzę a w domu pusto

I okazało się że cała rodzinka: tata mama i dwa bulle poszły na spacer a Serek ponoć wręcz się cisnął do drzwi gdy rodzice zapinali Sindi na smycz.

A dzisiejszy poranek? Ciągłe machanie ogonem, przytulaski, buziaczki po prostu go nie poznaję w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście
