




Zrobiłem cos idiotycznego to jako pierwsze przyszło mi do głowy ale zadziałało. Młody jeszcze wtedy bylem i wiedzialem juz ze nie mozna smarowac niczym tego gada. Po cichu w lazience, zeby mama nie widziala i nie dowiedziala sie ze znow bawilem sie w zolnierza w lesie wbrew jej zakazom, do malej fiolki napuscilem gazu z zapalniczki i nakrylem kleszcza (dosc sporych rozmiarow 2-3dniowy). Po ok 2-3 minutach duszenia sam wyszedł a rana zagoiła sie bez problemow wciagu kilku dni. Pozniej raz zastosowałem to na psie i tez bylo ok. Wiecej razy nie mialem okazji probowac mojego patentu.
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości