przez Szajba » Wt maja 25, 10 19:55 pm
Kiedyś miałam psa, który trafił do mojego domu z pseudohodowli (wdzięczna rasa york shireterier, a raczej pseudo york, bo bez rodowodu). Pseudohodowczyni jak najszybciej chciała opchnąć psa, nie wspominając o padaczce, z którą prawdopodobnie nigdy nie była u weterynarza, mogła nie wiedzieć o tej chorobie u psa lub po prostu ją zataić przede mną. Sukę nękały ataki o różnej częstotliwości, od tych małych gdy się na chwilę "wyłączała" patrząc w sufit, po silne drgawki trwające nawet do 20 minut, ślinienie, skurcze, sztywnienia. Pierwszy atak był dla mnie wielkim zaskoczeniem, nie wiedziałam co się dzieje, ale atak ustał już podczas podróży samochodem do weterynarza. Suce podano leki, które brała już dożywotnio. Z wiekiem pies miał coraz silniejsze ataki i dawki były stopniowo zwiększane. Prócz tej jednej dolegliwości, pies miał szczęśliwe i godne życie, od momentu, gdy przekroczyła próg naszego domu. Dożyła sędziwego wieku 15 lat.
Jedyne co mogę poradzić, to pilnować podawania leku, być z psem podczas ataków. Moja suka już wyczuwała kiedy mogą nastąpić i wtulała się mocno. Trzymałam ją mocno i mówiłam do niej, aby wiedziała, że jestem przy niej i że jest bezpieczna. Polecam też unikanie sytuacji stresujących dla psa, typu podnoszenie głosu, agresywne sytuacje ludzi i zwierząt, nadmierna ekscytacja. Życzę dużo wytrwałości, miłości, opanowania i wiary w to, żeby choroba się nie nasilała. Tyle ode mnie, może nie wiele pomogłam, ale może kilka takich słów wesprze właścicieli chorego psa.