przez klara_veritas » N lip 16, 06 10:09 am
A więc zdaję relację ze wczorajszego dnia. Tak jak napisała moja siostra (Quattrusia) zabraliśmy wczoraj Sindi do Czech do kliniki neurologicznej w Brnie. Polecił nam ta klinikę nasz miejscowy weterynarz. Na miejscu okazało sie że juz za późno na jakiekolwiek tomografie czy rezonansy. A rentgen który wykonaliśmy wczoraj nad ranem w Chorzowie faktycznie nic nie wykazał. Po ponad godzinnym badaniu lekarz wykluczył wypadnięcie dysku czy guz. Ponieważ minęły już 3 dni od zdarzenia a w neurologi każda chwila jest ważna, i ponieważ podano już leki które zmieniły obraz kliniczny (zmniejszyły opuchliznę i wszelkie objawy) lekarz powiedział że nie może z całą pewnościa stwierdzić przyczyny. Niestety jak powiedział było trzeba przyjechac od razu do 12 godzin, więc teraz jedyne co może powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa to udar (niedotlenienie) rdzenia kręgowego, tak jak czasem bywa w mózgu. Ponieważ przez te 3 dni nie było ani pogorszenia stanu ani polepszenia a wszystko jest świeże to niczym nie ryzykujemy i jedyną szansą jest kuracja: zalecił intensywne leczenie silnymi dawkami leków i rehabilitacje w wodzie i fizykoterapie, masaże itp(na miejscu tam mają basen rehabilitacyjny, fizykoterapeutów i całe niezbedne zaplecze). Dlatego Sindi została tam na tydzień. Aż serce mi pękało kiedy jej dawali zastrzyki zakładali wenflon a ona tak dzielnie to znosiła, kiedy ją zostawiałam taki kawał od domu, w rękach obcych ludzi... mam nadzieję że w dobrych rękach i że jej pomogą. Zostawiłam jej kocyk na którym śpi, żeby czuła swój zapach i zapach domu. Przynajmniej dostała największy kojec jaki mieli w klinice. Lekarz powiedział że nie obiecuje nam cudu. Ze po tym tygodniu bedzie widac czy mozna jej pomóc czy nie a jesli bedzie jakakolwiek poprawa to czekają nas dłuuuugie miesiące leczenia jej i przedewszystkim rehabilitacji. Ponoć ma duże szanse, bo miał już podobne o wiele gorsze przypadki które z tego wychodziły. Musimy się liczyć z tym że łapka nigdy nie bedzie jak przed tym feralnym czwartkiem. Ale nam chodzi tylko o to żeby Sindi chociaż mogła sama chodzić, nawet powolutku, żeby mogła być samodzielna. Zeby nie musiała leżeć bezwładnie i liczyć na naszą pomoc nawet w przypadku załatwienia potrzeb fizjologicznych. Teraz czeka nas tydzień nerwowego oczekiwania... Jestem umówiona z lekarzem na kontakt mailowy. Będę dziś do niego pisać. Więc jak tylko będę coś więcej wiedzieć to zaraz napiszę... trzymajcie kciuki... i... łapki waszych bullków.