Hmm...jednak pozostanę przy swoim zdaniu...
Co do weterynarza, to akurat jemu zawdzięczam, że Borg w ogóle jeszcze jest na tym świecie, bo wyratował go z poważnej choroby, która praktycznie w jego przypadku miała być nieuleczalna. 3 lata temu Borg zachorował na ostre zapalenie wątroby i dosłownie był cały żółty...No praktycznie jakby ktoś na niego żółtą farbę wylał. Weterynarz podejrzewał raka wątroby i uprzedzał, że psa być może będzie trzeba uśpić. Ale że nie chciał jako jedyny brać odpowiedzialności (i tu według mnie bardzo profesjonalne zachowanie), to skierował nas na konsultację do zaprzyjaźnionego weterynarza, który dysponował sprzętem odpowiednim do bardziej szczegółowych badań. Po przeprowadzeniu USG okazało się, że nie jest tak źle, ale dobrze też nie, o wyniki krwi były wręcz tragiczne i za razem rekordowe...Ten cały współczynnik enzymów wątrobowych (nie wiem jak to dokładnie nazwać), jak norma jest około 60, to Borg miał 660! Weterynarz stwierdził, że z czymś takim spotyka się pierwszy raz od kiedy pracuje w zawodzie (a pracuje już chyba z 30 lat).
Zastosowaliśmy kurację kroplówkami i zastrzykami (w ciągu trwania choroby Borg schudł 12 kilo). Ogólnie pod kroplówkami przeleżał ponad dwa miesiące...powiedziałem weterynarzowi, że się nie poddajemy, tylko do póki jest szansa walczymy. I ostatecznie się udało. Po ponad dwóch miesiącach wyniki były już prawie w normie, choroba została pokonana, a pies żyje do dziś. Co prawda, co chwile coś mu dolega...a to stawy, a to uszy, alergie, itd...ale czego spodziewać się po 12-latku
Właśnie po tej chorobie psu się trochę utyło, ale to głównie dlatego, że wcześniejsze zrzucenie wagi było zbyt szybkie i nienaturalne, dlatego trzeba było go odbudować...teraz jednak waga wraca do normy (trochę to trwało). Dlatego wcale nie zrzucam winy za jego "brzuszek" na kastrację, ale co do jej efektów mam swoje zdanie
Trochę odbiegłem od tematu

W jednej sprawie mogę się jednak z Tobą zgodzić... Jeśli chodzi o psy "nie rozpłodowe", to racja, dobrze jest u nich przeprowadzić zabieg, bo później z psem jest po prostu spokój. Hormony mu nie buzują i zyskuje się co do jego zachowań większą pewność. Dla przykładu, kiedyś Borg nie lubił osób odwiedzających...jak ktoś przychodził, to psa trzeba było zamykać w pokoju, bo był po prostu agresywny, a obecnie nie martwię się o to, bo jak ktoś przychodzi, to pies tylko podejdzie, obwącha, ucieszy się i idzie na swoje miejsce...stał się bardziej obojętny na wiele spraw. Również na odgłosy z klatki schodowej...kiedyś jak słyszał jakiś hałas, to szału dostawał, a teraz nawet nie chce mu się pod drzwi podejść i zawarczeć. Także rzeczywiście, w takich oraz wielu innych kwestiach zabieg jest jak najbardziej wskazany.