Mam na imię Agata i mam 17 lat
Moja przygoda z Bullem zaczęła się tak...
2,5 roku temu kolega który hoduje psy podarował mi bardzo małego bullka.
Moje doświadczenie i wiedza na temat tych psów była zerowa.
Przyniosłam młodego do domu.. oczywiście nikt z tego oprócz mnie nie był zadowolony.. ale pies został;) Bałam się że pod moją nieobecność pies zostanie wydany więc nie opuszczałam go na krok i trwało to tak ok miesiąca. Były akurat wakacje więc psa zabierałam wszędzie ze sobą.
Domownicy przyzwyczaili się do psiny i nie musiałam się już dłużej o to martwić. Moje dwa inne psy (owczarek niemiecki i terier) również zaakceptowały nowe maleństwo i dopóki Bols nie skończył 2 lat nie było problemów. Schody zaczęły się później.. Owczarek 7 letni pies który czuł się panem podwórka nie chciał ustąpić Bullowi który chciał objąć przewodzenie..
Uwierzcie że to co się działo przez jakiś czas to był koszmar..
Gdy nikogo nie było na podwórku psy bawiły się ze sobą, spały na sobie i traktowały się bardzo dobrze ale wystarczy że ktoś z domowników wyszedł na dwór i nie daj Boże pogłaskał któregoś z psów.. Robiła się taka jadka .. psy strasznie się gryzły.. krew się lała, a ja nie wiedziałam co robić.. Na początku odciągałam psy od siebie/ sama na tym raz ucierpiałam bo bullterier przypadkiem ugryzł mnie zamiast Owczarka.. była to moja wina bo wsadziłam rękę nie tam gdzie miałam ale odrazu się zorientował i puścił.. (siniak w 5 kolorach był chyba z 2 miesiące) przez jakiś czas ten sposób działał ale nie długo..
potem jak zaczęły się gryźć oblewałam ich wiadrem lodowatej wody też skutkowało niestety również nie na długo.. inny znowu sposób to był odwracanie ich uwagi gwizdkiem ale oczywiście ile mógł działać..
Miałam już tego serdecznie dosyć.. nie raz było tak że siadałam i ryczałam bo nie wiedziałam co robić.. Najlepsze było to że po takiej akcji nie minęło z pół godziny a psy wylizywały sobie rany jak by nigdy nic..
Mama chciała Bolsa wydać oczywiście na to nie pozwoliłam i nadal starałam się rozwiązać problem;) psy od 3 miesięcy się ani razu nie gryzły czasem są małe spięcia ale bez gryzienia i krwi
Bols mieszka w domu, śpi ze mną w łóżku, razem biegamy i świetnie się dogadujemy. Czasem nie mogłam znieść jego upartości ale przyzwyczaiłam się że one po prostu tak mają i trzeba to zaakceptować.
Zdaje sobie sprawę że popełniłam tyle błędów że nie da się ich policzyć
ale mimo wszystko nie mam zastrzeżeń do mojego bullteriera.
Teraz wiecie jak to u mnie wyglądało i możecie mnie ochrzanić..







